Sprawozdanie ze spotkania ze Szkołą Partnerską
13.07.2017 Marek Frąckowiak 397
grafika
Powiązane galerie:
grafika
14.07.2017

44

zspotulice

Sprawozdanie ze spotkania ze Szkołą Partnerską

 Grund- und Oberschule Elsterwerda

w Potulicach i Warszawie w dniach 25 - 30 czerwca 2017 r.

 

Po zakończeniu roku szkolnego 2016/2017 przybyli do nas goście z Niemiec, kontynuując tradycję spotkań partnerskich pielęgnowaną od 12 lat. Dwanaścioro uczniów zawitało do nas  z dwojgiem opiekunów: Carolą Neustadt i Marcelem Schikorą. Z naszej strony rolę gospodarzy pełnili uczniowie wraz z rodzicami otwierając gościnnie swe domy, chyba że nie było to możliwe, wówczas uczniowie brali udział czynny w spotkaniu, ale nie udzielali noclegu:

- Julia Bryk

- Wiktoria i Weronika Piotrowskie

- Zuzanna i Aniela Ławickie

- Kornelia Trzcińska

- Oskar Rogalski

- Martyna Rogalska

- Wiktoria Szczepaniak

- Patrycja Józefiak

- Natalia Kropidłowska

- Jakub Kiersznicki

Opiekę nad całą grupą i przebiegiem programu sprawowały 3 nauczycielki z naszej szkoły:

panie Kamila Urbańska, Małgorzata Marszałek i Jolanta Gaca oraz w miarę dysponowania czasem Dyrektor Jacek Kiersznicki wraz z małżonką.

Nasi Przyjaciele, jak nas świadomie określiła nasza koleżanka Carola, przyjechali wyjątkowo w niedzielę. Przyjęliśmy ich tradycyjnie drobnym poczęstunkiem, daliśmy nieco czasu na odświeżenie i zakwaterowanie, po czym spotkaliśmy się znowu, by się wzajemnie poznać.

W ciągu godzinnych zajęć pękły pierwsze lody i zaczęliśmy nawet rozpoznawać swoje imiona.

PONIEDZIAŁEK 26 czerwca 2017r.

Pierwszy dzień zaczęliśmy krótką wspólną grą, po czym udaliśmy się na cmentarz, by złożyć kwiaty oraz zapalić znicze. W ten sposób naszej tradycji, pielęgnowanej w Potulicach szczególnie od roku 1998r. - roku inicjatywy dra Gustava Bekkera oraz Stanisława Gapińskiego Pojednania Polsko-Niemieckiego - stało się zadość. Ci, którzy przybyli tu po raz pierwszy, mieli zatem pierwszą małą lekcję historii. Po uczczeniu zmarłych, udaliśmy się autobusem do Burmistrza oraz lokalnego Radia „Nakło”.

Niektórzy mogli nawet poczuć się jak reporter lub speaker zasiadając do mikrofonu. Całkiem im się to podobało. Następnie spacerkiem przeszliśmy przez miasto, które jednak w deszczu traci wiele ze swego uroku…. Na szczęście wkrótce czekał na obiad - wspaniały kotlet z grila, po którym nawet wyszło słońce i pojechaliśmy do Bydgoszczy zobaczyć Wyspę Młyńską oraz Stary Rynek.

Tam w parach polsko-niemieckich wykonaliśmy zadania związane z zabytkami, z których wszyscy się wywiązali solennie. Nikt nie przeoczył Pomnika II wojny światowej na Rynku, pięknej katedry ani zabytkowego Mostu przez Brdę. Niektórzy - jak nasz niemiecki kolega - zdążyli nawet zamoczyć nogi w strudze wody płynącej przez Wyspę Młyńską.

 

Ten krótki wypad do Bydgoszczy zwieńczony był rejsem statkiem „Łokietek” po naszym Kanale Bydgoskim, najstarszym Kanale w Polsce, zbudowanym jeszcze przez Prusaków. Oto garść informacji na jego temat:

Kanał Bydgoski, zbudowany w latach 1773-1774, jest najstarszym czynnym do dnia dzisiejszego śródlądowym kanałem wodnym na obecnym terytorium Polski. Starszy od niego jest wprawdzie Kanał Jagielloński z 1483, nie ma on jednak obecnie znaczenia w transporcie wodnym. To unikatowy w skali europejskiej przykład XVIII-wiecznej myśli technicznej oraz rozwoju techniki na przestrzeni XIX i początku XX wieku. W 2005r. został wpisany w całości do rejestru zabytków. W dwudziestoleciu międzywojennym był uważany za najpiękniejszą i najsprawniejszą drogę wodną II Rzeczypospolitej.

 

Rejs udał się świetnie, gdyż ponownie zrobiło się słonecznie i ciepło, tak wiec zrezygnowaliśmy nawet z zadań, by nie przeszkadzać nikomu czy to w opalaniu się, czy to w podziwianiu uroków naszej okolicy z tej nieco innej perspektywy - powiedzmy - wodnej. 

A nasza Przystań w Nakle zrobiła furorę, tak się gościom podobała.

 

Oczywiście na statku najważniejszy jest …….. Kapitan.

Był wiec z nami i nasz Dyrektor Szkoły Jacek Kiersznicki,  który jako urodzony sportowiec gotów był ratować tych, co za bardzo sie wychylali do wody, albo też porozmawiać po niemiecku, gdyż język niemiecki

i wspomnienia o Babci, która go skutecznie tego uczyła, znamy już dobrze wszyscy.

Stąd pewnie ta wymiana tak dobrze działa.

Najlepszy dowód polsko-niemieckiej przyjaźni na załączonym obrazku….

 

Wieczorem wszyscy zjedli tradycyjny polski bigos i świetnie się bawili do melodii polskich, niemieckich i nie tylko. Niestety, trzeba było wcześnie zakończyć tę miłą część, gdyż nazajutrz czekał nas wyjazd do Warszawy, naszej stolicy.

WTOREK 27 czerwca 2017r.

Wśród wielu rzeczy, z których słyną nasi sąsiedzi, króluje porządek - Ordnung muss sein - oraz punktualność, ale życie płata figle, byśmy nie stracili humorów. Mieliśmy zatem piękne opóźnienie, by zdążyć wszystko zrobić na czas, nawet  zdjęcia i kanapki. Zwiedzając Polskę Północną dotarliśmy wreszcie do grodu nad Wisłą i do schroniska na Agrykoli.

 

Najpierw odkryliśmy tajniki nauki i doświadczeń w Centrum Nauki Kopernik, w czym wyprzedziliśmy nie byle kogo, bo Pierwszą Damę USA, która dotarła tam w ślad za nami, tylko kilka dni później. Tego nam jednak było za mało, poszliśmy zatem także do Pałacu Kultury i Nauki, z którego wieży podziwialiśmy Warszawę o zmierzchu.

 

Można też było trochę odpocząć niczym na plaży, albo się zrelaksować po stresującym wjeździe na 30 piętro tego gmaszyska, lub też pogłębić polsko - niemieckie relacje.

Cóż to by jednak był za dzień bez zakupów? Niechybnie byłby on stracony, zatem skręciliśmy i do Złotych Tarasów, sprawdzić, czy ceny nie są tu niższe niż za Odrą. Niestety, tylko trochę niższe.  Nawet Mc`Donalds taki sam.

Pierwsza noc dostarczyła nam nowych wrażeń, niczym z obozu harcerskiego - trzeba było przecież samemu ubrać pościel, otworzyć trochę dziwne okno, no i zasnąć albo i nie - z komórką pod głową.

Środa 28 czerwca 2017r.

Następny poranek w Warszawie zaskoczył nas niepogodą. Lało jak z cebra, więc wykorzystaliśmy ten czas na zajęcia w grupach, rozmawiając po niemiecku lub angielsku, bądź polsku, jak kto potrafił - by opisać swój dzień wraz z jego godzinami. Po czym rozpoczęliśmy wspólne wykonywanie prac grupowych - „Warszawa w moich oczach”, przelewając na papier to, co do tej pory zobaczyliśmy. W tych trochę spartańskich warunkach powstały na koniec całkiem niezłe prace, kolorowe i barwne także językowo.

Zgodnie z planem  wyruszyliśmy jednak do Muzeum Miasta Warszawy, a Słońce wyszło nam naprzeciw. Tak wiec zwiedziliśmy kamienicę przy Starym Rynku od piwnic aż po dach, podziwiając tajemnice starej i nowej Warszawy w pięknie odnowionym budynku.

 

Dzięki miniaturom mogliśmy chociaż w pigułce zobaczyć losy Starówki i jej domów w czasie wojny. Odetchnąwszy nieco w czasie przerwy, udaliśmy się pod kolumnę Zygmunta oraz na Zamek Królewski, chlubę tego miasta, odbudowaną ogromnym trudem ze zgliszcz wojennych dopiero w latach 70-tych.

 

Zamek niektórych z nas do tego stopnia zaciekawił, że już myśleliśmy, ze ktoś nam zaginął, a to był tylko wnikliwy ogląd eksponatów wraz z ich objaśnieniami.

Głodni jak przysłowiowe wilki spieszyliśmy na tzw. obiadokolację, po czym znowu - po ustaniu burzy - udaliśmy się do Złotych Tarasów, by życzeniu gości stało się zadość. Szkoda tylko, że w związku z pogodą nie mogliśmy zobaczyć i pospacerować po Łazienkach, obok których mieszkaliśmy o krok. Z naszych okien roztaczał sie jednak widok na Aleje Ujazdowskie i Pałac Ujazdowski oraz stadion an Agrykoli, chętnie i licznie odwiedzany przez zapalonych miłośników sportu. Oj, moglibyśmy tak w Warszawie spędzić jeszcze wiele dni, ale cóż, czas było wracać. I to w samą porę, jak się potem okazało.

CZWARTEK 29 czerwca 2017 r.

Zwieńczeniem naszych wojaży po stolicy okazał się stadion. Obiekt nowoczesny, drogi, który jednak bez prądu ani rusz .. nie ruszy… Zrobił na wszystkich ogromne wrażenie, same telebimy mają pokaźną wielkość - … tylko 54 m2  każdy, koszt zasuwania dachu 10 tys. zł., astronomiczne ceny wynajmu loży dla VIPów.

 

Bardzo się nam jednak tam podobało.

 

Gdy jednak część z nas chciała jeszcze na koniec wejść na wieżę i zobaczyć go z góry, to…. właśnie wtedy „wysiadł” prąd. I wejścia … ani rusz.

Tym sposobem opuściliśmy Warszawę w słońcu i upale, ale już poza stolicą zastała nas wichura i burza, tak, że panie w małej, sympatycznej restauracyjnej kuchni przy stacji benzynowej smażyły dla nas kotlety ... przy świeczkach, co znacznie polepszyło ich smak. Było to bowiem jedyne ciepłe danie od śniadania przyrządzone z takim poświęceniem. O tej porze w Warszawie na dobre rozszalała się burza, która spowodowała wiele poważnych szkód. My mieliśmy to szczęście być daleko od centrum tych przykrych wydarzeń.  Pod wieloma względami zatem wycieczka do Warszawy pozostanie niezapomniana.  W domach niektórzy byli jeszcze tak wytrwali, że dokończyli pamiętniki z Warszawy.

PIĄTEK 30 czerwca 2017r.

„Tak niedawno się spotkaliśmy, a już pożegnania nadszedł czas….” Podsumowując wszystko co dobre i złe, było nam żal się rozstać, ale to przecież tylko na rok.

 

DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM ZA WSPARCIE, BEZ KTÓREGO ŻADNE NASZE PRZEDSIĘWZIĘCIE

NIE BYŁOBY MOŻLIWE!

Z SERCA DZIĘKUJEMY PANU BURMISTRZOWI, WŁADZOM MIASTA i SZKOŁY ORAZ NASZYM KOCHANYM RODZICOM!!!

Tekst ze zjęciami do pobrania.

Wyślij link mailem
WYPOWIEDZ SIĘ
PDF
DRUKUJ
POWRÓT
Wyszukiwarka portalowa
Opcje zaawansowane